Polskie Stowarzyszenie Przetwórców Ryb wyraża głębokie rozczarowanie powolnym tempem zmian oraz nieadekwatną reakcją administracji państwowej na kryzysową sytuację w polskich portach morskich. Organizacja od ponad dekady apeluje o dostosowanie czasu pracy granicznych służb kontrolnych do trybu funkcjonowania terminali, wskazując na gigantyczne opóźnienia w odprawach i rosnące koszty importerów.
Terminale kontenerowe w Gdańsku, Gdyni i Szczecinie pracują całą dobę przez siedem dni w tygodniu, podczas gdy graniczna inspekcja weterynaryjna prowadzi kontrole jedynie w dni robocze do godziny 15:00. Dłuższa, dwunastogodzinna praca inspekcji w Gdańsku ma ruszyć najwcześniej na przełomie stycznia i lutego 2027 roku, jednak i ten termin pozostaje niepewny.
Polskie Stowarzyszenie Przetwórców Ryb przekonuje, że w efekcie około jedna czwarta przesyłek branży wciąż trafia do Polski okrężną drogą przez porty w Europie Zachodniej, gdzie odprawa przebiega znacznie sprawniej.
Siedem etatów to za mało
Sytuacji nie rozwiązuje w pełni niedawna decyzja rządu. 5 sierpnia 2026 r. Rada Ministrów przyjęła uchwałę finansującą siedem nowych etatów w granicznych inspektoratach weterynarii – trzy w Gdańsku, trzy w Gdyni i jeden w Szczecinie. Tymczasem branża wnioskowała o co najmniej osiemnaście stanowisk, co wcześniej deklarowali również przedstawiciele Ministerstwa Rolnictwa.
– Rząd sfinansował siedem z osiemnastu etatów wnioskowanych przez branżę, ale do pracy w trybie dwunastogodzinnym potrzeba co najmniej sześciu dodatkowych osób na jedno przejście. Przyjmujemy tę decyzję jako pierwszy ruch w sprawie, którą zgłaszamy administracji od ponad dziesięciu lat. Czasu jest jednak niewiele, bo polscy importerzy wciąż ponoszą wysokie koszty postoju kontenerów oczekujących na odprawę i dopuszczenie do obrotu – informuje Maciej Kisiel, członek zarządu Polskiego Stowarzyszenia Przetwórców Ryb.
Jak podkreśla organizacja, problem narasta wraz ze skokowym wzrostem wolumenu przeładunków. W samym Gdańsku liczba przesyłek obsługiwanych przez granicznych lekarzy weterynarii wzrosła z 600 w 2008 roku do ponad 5 700 rocznie obecnie. Mimo to obsada kadrowa oraz godziny pracy służb przez lata pozostawały bez zmian. – Port pracuje w trybie ciągłym, a granica w trybie biurowym. Kontener rozładowany w piątek po południu czeka na kontrolę do poniedziałku, a często cały proces trwa ponad 21 dni, przy czym każdy z tych dni importer opłaca z własnej kieszeni – przypomina zrzeszenie.
“Celnicy powinni działać w rytmie portu”
Konsekwencją opóźnień i braku automatyzacji procedur jest spadek konkurencyjności polskich portów na tle zachodnioeuropejskich obiektów. Podczas gdy w Hamburgu zgłoszenia importowe są potwierdzane automatycznie przez systemy informatyczne, w Polsce wciąż wymagana jest fizyczna praca urzędnika, co wydłuża postój ładunku o kolejne dni.
– Nie postulujemy mniejszej liczby kontroli ani łagodniejszych standardów bezpieczeństwa żywności. Postulujemy, żeby granica pracowała w rytmie portu. Bez wzmocnienia kadrowego żadne usprawnienie proceduralne nie zadziała w pełni, a każdy kolejny sezon bez zmian to kontenery, które importerzy kierują do Hamburga czy Rotterdamu. Zmiany są potrzebne od zaraz – podsumowuje organizacja przetwórców ryb w wydanym komunikacie.
